+48665841456 kontakt@kingaluczak.pl

Z rysowaniem twarzy nigdy nie miałam problemu. Widzę konstrukcję, proporcje, lubię się pobawić w szczegóły i sprawia mi to ogromną przyjemność. A potem dochodzę do włosów i nagle zaczyna się test charakteru.

Przez długi czas psułam sobie dobre portrety właśnie na tym etapie. Twarz była gotowa i wtedy wchodziły włosy całe na biało…. A raczej na grafitowo. I robił się bałagan.

Mój klasyczny błąd? Nadgorliwość. Zaczynałam rysować każdy kosmyk, gubiłam się w ich strukturze i ilości. Efekt był imponujący… przez pierwsze trzy minuty. Potem fryzura zaczynała wyglądać jak makaron rozsypany na głowie.

Włosy nauczyły mnie pokory. Bo one nie mogą być rysowane linią. One muszą być traktowane jak masa. Jak bryła, która ma ciężar i łapie światło. Kiedy zaczęłam od dużego cienia zamiast od „artystycznych” pasemek, nagle wszystko zaczęło wyglądać poważnie.

smart

Przy portrecie Whitney Houston kusiło mnie, żeby wejść w każdy skręt. Kręcone włosy to pułapka dla ambitnych. Im więcej rysujesz, tym gorzej wygląda. Dopiero kiedy zamknęłam całość w jednej mocnej, ciemnej formie i wyciągnęłam światło gumką w kilku miejscach, loki zaczęły mieć objętość, a nie chaos.

Gejsza to inna historia. Gładkie, czarne gładkie włosy nie wybaczają niczego. Tam nie ma gdzie się schować. Jeśli przejście tonalne jest nierówne – widać. Jeśli gumka się zabrudzi – widać. Jeśli zabraknie kontrastu – wszystko robi się nijakie. To był moment, w którym musiałam przestać „się szarpać” i zacząć budować warstwę po warstwie.

Najtrudniejsze w włosach jest dla mnie jedno: zatrzymać się w odpowiednim momencie. Nie poprawiać w nieskończoność. Nie dopowiadać wszystkiego. Zostawić fragment, który jest tylko sugestią.

Bo prawda jest taka, że włosy nie mają być pokazem techniki. Mają trzymać konstrukcję i światło.

Dzisiaj zaczynam od bryły. Najpierw cień, potem półcień, na końcu kilka (kilka – nie dwadzieścia) świadomych akcentów. Jeśli czuję, że chcę „jeszcze trochę podłubać”, to zwykle znak, że powinnam odłożyć ołówek.

Włosy nadal potrafią mnie sprawdzić. Ale już mnie nie zaskakują. Dzisiaj wiem jedno: włosy to nie zbiór linii. To masa, która ma ciężar i kierunek. Jeśli tego nie pilnuję – wychodzi siano. Jeśli pilnuję – portret się trzyma.

I to jest cała filozofia.