+48665841456 kontakt@kingaluczak.pl

Dziś rysowałam portret dziesięcioletniej dziewczynki. Format A3.
Pracowałam nad nim około sześciu, może siedmiu godzin. Trudno powiedzieć dokładnie, bo kiedy rysuję, czas bardzo szybko mija i właściwie przestaję o nim myśleć.

Uwielbiam ten moment, kiedy siadam przy kartce i zaczynam patrzeć na zdjęcie. I to właściwie tyle — patrzę i rysuję. Bez analizowania, bez zastanawiania się, czy coś wyjdzie dobrze, czy nie. Ołówek prowadzi się krok po kroku, fragment po fragmencie, bardzo spokojnie. Mam wrażenie, że ten proces trochę „dzieje się sam”. Nigdzie się nie spieszę, nic nie jest nagłe, chaotyczne, wszystko wynika z poprzedniego ruchu. I właśnie to najbardziej lubię — że nie trzeba niczego przyspieszać ani kontrolować na siłę. Człowiek skupia się na małych rzeczach, w głowie robi się ciszej, a uwaga zawęża się do bardzo prostych decyzji: trochę jaśniej, trochę ciemniej…

To jest dla mnie najlepsza forma odpoczynku. Nie w sensie odcięcia się od wszystkiego, tylko takiego skupienia, w którym nic nie rozprasza. Jest tylko twarz, papier i ołówek.

Format A3 jest w portrecie ciekawy, bo twarz zaczyna mieć skalę, w której widać każdą decyzję rysownika. Każde przejście światła, każdy cień od razu wpływa na całość. Nie da się już „schować” błędu w małym formacie. Z drugiej strony daje to też większą możliwość pracy z oddechem rysunku – można pozwolić sobie na więcej subtelności i większą kontrolę nad tym, co jest naprawdę ważne.

Pracując ze zdjęcia, zawsze trzeba też trochę uporządkować to, co widać. Fotografia pokazuje mnóstwo drobnych szczegółów: mikro-cienie, przypadkowe refleksy światła, różne nierówności skóry. W rysunku nie wszystko jest potrzebne. Czasem lepiej zostawić tylko to, co naprawdę buduje formę twarzy. Dzięki temu portret jest spokojniejszy i czytelniejszy. To trochę jak wybieranie, co jest istotą, a co tylko szumem tła.

Portrety dzieci mają jeszcze jedną trudność. Wiele osób myśli, że są łatwe, ale w praktyce bywa odwrotnie. Twarz dziecka jest bardzo delikatna. Ma mniej wyraźnych załamań światła, miękką anatomię i subtelne proporcje. Wystarczy jeden zbyt mocny cień i twarz od razu zaczyna wyglądać na starszą. Dlatego przy takich portretach trzeba pracować bardzo ostrożnie. Lepiej zostawić trochę więcej światła niż próbować pokazać wszystkie szczegóły. O rysowaniu dzieci pisałam już wcześniej tutaj i tutaj.

Proces powstawania tego konkretnego portretu był bardzo spokojny od początku do końca. Nawet przy włosach nie było momentu zawahania ani frustracji — wszystko układało się płynnie, jakby samo szło w swoją stronę.

I chyba właśnie to najbardziej lubię w rysowaniu portretów — że mogę po prostu rysować. Bez zatrzymywania się, bez analizowania w trakcie, bez sprawdzania co chwilę, czy wszystko jest „dobrze”. Patrzę, prowadzę ołówek i krok po kroku powstaje coś, co wynika samo z pracy.

Nie muszę się do tego zmuszać ani specjalnie wchodzić w jakiś nastrój. Siadam i rysuję. I w tym jest coś, co trudno mi porównać z czymkolwiek innym.

Rysowanie jest dla mnie czymś więcej niż zajęciem. To sposób, w jaki odpoczywam i wracam do siebie. Właśnie przy kartce mam poczucie, że wszystko się porządkuje — nie dlatego, że o tym myślę, tylko dlatego, że robię to, co umiem i co naprawdę lubię. Nie jako obowiązek, nie jest to projekt, tylko coś, co zawsze było i co zawsze daje mi spokój.

I nawet jeśli czasem coś nie wychodzi tak, jak chciałabym od razu, to i tak zostaję w tym samym miejscu — przy kartce, z ołówkiem w ręku, bo właśnie tu czuję się najlepiej.