+48665841456 kontakt@kingaluczak.pl

Pennywise od dawna chodził mi po głowie jako temat rysunku. Zawsze interesowały mnie postacie wyraziste – antybohaterowie i czarne charaktery, które mają w sobie coś więcej niż tylko jedną, łatwą do odczytania twarz. Wśród duchów, wampirów, upiorów i innych straszydeł kina grozy Pennywise jest postacią niepowtarzalną – jedyną w swoim rodzaju.

Znam i lubię powieść Stephena Kinga „TO”, ale pierwsza jej ekranizacja nie przypadła mi do gustu, ponieważ aktor grający postać Pennywise’a zupełnie nie oddał jego mrocznej i przerażającej natury. Był to według mnie zmarnowany potencjał.

Zupełnie inaczej odebrałam kreację Billa Skarsgårda. Wykreowany przez niego Pennywise przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę interpretację na ekranie, pamiętam swoją reakcję bardzo wyraźnie. Byłam jednocześnie zachwycona i naprawdę zszokowana tym, jak została zbudowana ta postać. Czasem wystarczy, że klaun stoi w kadrze z charakterystycznym czerwonym balonem i patrzy. Nie musi nic mówić – a i tak wiadomo, że to nie jest zwykły klaun. W interpretacji Skarsgårda pod makijażem widać oczy drapieżnika – jak wilk w owczej skórze. Postać jednocześnie groteskowa i przerażająca.

To właśnie dlatego wydała mi się ciekawym materiałem do portretu.

Czarne charaktery są dla rysownika często ciekawsze niż bohaterowie pozytywni. Mają w sobie więcej sprzeczności i wyrazistości. Ich twarze rzadko są neutralne – coś niepokojącego się w nich dzieje. Bohater pozytywny bardzo często bywa „ładny” i przewidywalny. Czarne charaktery mają rysy ostrzejsze, bardziej charakterystyczne, czasem wręcz groteskowe. Dla rysownika to ogromne pole do pracy.

W tym portrecie nie chodziło o kopiowanie konkretnego kadru z filmu, ale o uchwycenie twarzy wydawałoby się zwykłego klauna i spojrzenia, które zdradza zupełnie inną naturę.

Sam proces rysowania nie był jednak łatwy. To jeden z tych rysunków, które kosztują dużo pracy i frustracji. Mnóstwo czasu zajęła mi praca nad tłem. Najpierw podjęłam decyzję, że tłem będzie dzienna mgła z zarysami balonów. Potem stwierdziłam, że kontrast jest za słaby, więc postanowiłam „przerobić” ją na mgłę nocną z jasnymi zarysami balonów. Mimo wprowadzenia poprawek kontrast nadal był za słaby, a balony zbyt wyraziste jak na tło.

Grafit potrafi być kapryśny – czasem powierzchnia kartonu nie chce przyjąć już kolejnej warstwy ołówka, pojawia się ziarnistość, a czerń nie jest tak głęboka, jakby się chciało. Przy pracy ołówkiem głęboka czerń to zawsze jest wyzwanie. Próbowałam różnych sposobów – pracy bokiem grafitu, nakładania kolejnych warstw i delikatnego blendowania – ale momentami miałam wrażenie, że rysunek zaczyna się brudzić zamiast nabierać głębi.

Był moment, kiedy patrzyłam na tę pracę z dużą frustracją. Wydawała mi się zbyt chaotyczna, za mało realistyczna. Coś mi się w niej nie zgadzało. Dopiero po czasie, po kilku poprawkach i uspokojeniu tła obraz zaczął się składać w całość. Zrobiłam je bardziej jednolite, zatarłam sylwetki balonów, aby zostały tylko lekko zasugerowane i w końcu twarz „wyszła” do przodu z tła.

Ten rysunek nie powstał łatwo i do dziś widzę w nim rzeczy, które mogłabym rozwiązać inaczej. Być może jednak właśnie takie prace zostawiają po sobie najwięcej doświadczenia.