+48665841456 kontakt@kingaluczak.pl

Człowiek od zawsze stanowił centrum moich zainteresowań. Interesuje mnie nie tylko to, co człowiek tworzy – malarstwo, rzeźba, muzyka, literatura – ale również to, co dzieje się w nim samym. Jego psychika, charakter, złożoność wewnętrzna, motywacje, to wszystko, co sprawia, że każdy z nas jest kimś niepowtarzalnym.

Sztuka jest jednym z miejsc, w których można się do tego zbliżyć. W dziełach zapisuje się sposób myślenia i odczuwania ludzi, którzy je tworzyli. Dlatego zawsze fascynowało mnie malarstwo, rzeźba czy muzyka – nie tylko jako formy artystyczne, ale jako świadectwo ludzkiej wrażliwości.

Najbardziej bezpośrednim spotkaniem z człowiekiem w sztuce jest dla mnie portret. Twarz ma w sobie coś szczególnego. Nie tylko dlatego, że rozpoznajemy w niej konkretną osobę. Jest w niej także coś z wewnętrznego życia człowieka – ślad temperamentu, sposobu patrzenia na świat, doświadczeń życiowych, napięcia albo spokoju. Czasem jest to ślad bardzo subtelny, ale jednak obecny.

Z tego powodu portret nigdy nie wydawał mi się zwykłym ćwiczeniem z rysunku. Kiedy rysuje się czyjąś twarz, wchodzi się w bardzo osobistą przestrzeń drugiego człowieka. Nawet jeśli pracuje się na podstawie fotografii i nigdy nie spotkało się tej osoby, pozostaje świadomość, że przedstawia się kogoś konkretnego.

Ta świadomość w naturalny sposób prowadzi do pytania o granice interpretacji. Każdy portret jest w pewnym stopniu interpretacją – nie da się jej uniknąć. Decydujemy, co podkreślić, co pozostawić w cieniu, jak poprowadzić akcenty. Ale istnieje moment, w którym interpretacja zaczyna zmieniać charakter twarzy. Wtedy portret przestaje być próbą zrozumienia człowieka, a zaczyna być projekcją autora.

Dla mnie ważne jest, żeby tej granicy nie przekraczać. Nie dlatego, że portret musi być chłodny czy obiektywny. Raczej dlatego, że twarz drugiego człowieka nie jest materiałem, który można dowolnie przekształcać.

Być może właśnie z tego powodu nigdy nie czułam szczególnej sympatii do karykatury. Karykatura polega na wyolbrzymieniu jednej cechy i podporządkowaniu jej całej twarzy. Bywa błyskotliwa, ale jej logika polega na deformacji. W portrecie interesuje mnie coś odwrotnego – zachowanie równowagi.

Szacunek do modela nie oznacza idealizowania ani upiększania twarzy. Nie chodzi o to, żeby wygładzać rysy czy usuwać to, co niewygodne. Chodzi raczej o uczciwość wobec osoby, którą się przedstawia. O powstrzymanie się od pokusy ośmieszenia, uproszczenia czy przerysowania tylko dlatego, że jest to efektowne.

Ta zasada wydaje mi się ważna także wtedy, gdy portretuje się osobę, której się nie lubi albo z którą się nie zgadza. Portret nie jest miejscem rozliczeń ani polem do ironii. Twarz człowieka zasługuje na powagę, niezależnie od naszych prywatnych sympatii.

Może właśnie dlatego portret jest dla mnie tak wymagającą dziedziną. Nie chodzi w nim wyłącznie o sprawność rysunkową. Chodzi także o sposób patrzenia na drugiego człowieka i o granice, których nie chce się przekraczać.

Moje rysunki nie są wolne od błędów i wciąż próbuję wiele rzeczy robić lepiej. Jest jednak jedna myśl, która towarzyszy mi przy każdym portrecie: kiedy rysuje się czyjąś twarz, trzeba pamiętać, że jest to twarz człowieka, a nie tylko temat do rysunku.