+48665841456 kontakt@kingaluczak.pl

Style rysowania są bardzo różne — od realistycznych przez bardziej ekspresyjne i uproszczone, aż po komiks, ilustrację czy karykaturę. Różnią się techniką, narzędziami i tym, jak dany artysta widzi świat i jak chce nam go pokazać.

Uważam, że styl nie jest czymś, co się po prostu „ma”. Nie pojawia się też nagle w momencie, w którym uznamy, że jesteśmy już wystarczająco dobrzy. Styl powstaje wolno, trochę obok naszej woli, jako efekt tego, co nas naprawdę porusza, co nas ciekawi, co wybieramy i co konsekwentnie pomijamy. Rodzi się z powtarzalnych decyzji: co rysuję, jak rysuję i — równie ważne — czego nie rysuję.

Na początku często wydaje się, że styl to technika. Że jeśli opanujemy określony sposób kreski, cieniowania albo realizmu, to będziemy mieli „swój styl”. Ale technika jest tylko narzędziem. Można doskonale opanować coś, co wcale nie jest nasze. Można umieć rysować bardzo realistycznie, spędzać długie godziny nad misternym rysunkiem koronki rękawa i jednocześnie czuć, że to nie jest sposób, w jaki chcemy opowiadać świat.

Styl nie bierze się z chęci bycia oryginalnym. Wręcz przeciwnie — im bardziej próbujemy być oryginalni, tym bardziej robimy coś sztucznego. Styl rodzi się z uczciwości wobec siebie. Z odwagi powiedzenia: to mnie interesuje, a to nie. To mnie porusza, a to mnie męczy. To chcę pokazać, a tego nie potrzebuję.

Coraz wyraźniej widzę też, że więcej detalu nie oznacza większej wartości. Ilość pracy, precyzji i czasu włożonego w rysunek nie jest tym samym co jego sens. Są osoby, którym sprawia autentyczną radość dłubanina, siedzenie godzinami nad fakturą, nad detalem, nad porami skóry czy strukturą — i to jest w porządku. Jeśli to daje komuś radość i spełnienie, to nie mam nic przeciwko temu.

Dla mnie jednak rysunek zaczyna się gdzie indziej. Mnie interesuje spojrzenie, napięcie twarzy, charakter, emocja. Ja skupiam się na twarzy, reszta jest tylko dodatkiem.

Realizm — także ten bardzo dokładny — jest jedną z wielu możliwych dróg. Dla niektórych jest formą skupienia, dialogu z materią i rysowanym obiektem. Dla innych jest  sposobem opisu świata. Ja wybieram drogę, która prowadzi bardziej przez skrót, interpretację i atmosferę niż przez maksymalną dosłowność.

Styl powstaje wtedy, gdy przestajemy pytać: „czy to jest wystarczająco dobre?”, a zaczynamy pytać: „czy tak chcę tworzyć?”. Kiedy przestajemy się porównywać, a zaczynamy słuchać siebie. Kiedy pozwalamy sobie rysować to, co nas naprawdę obchodzi — nawet jeśli jest to mniej efektowne, mniej modne i mniej podziwiane.

Styl powstaje też z ograniczeń. Z tego, czego nie umiemy, czego nie lubimy albo na co nie mamy cierpliwości (ta nieszczęsna koronka). Paradoksalnie to właśnie te granice budują charakter pracy. Jeśli czegoś nie lubię rysować — nie muszę. Jeśli coś mnie męczy — to nie jest moja droga. Styl nie jest sumą wszystkich umiejętności, tylko sumą własnych wyborów.

I chyba najważniejsze: styl nie powstaje wtedy, kiedy myślimy o jego poszukiwaniu. Powstaje wtedy, kiedy po prostu rysujemy — dużo, długo, czasem z radością, czasem przez zniechęcenie, czasem bez zachwytu nad efektem. Jest śladem naszej drogi, a nie celem, do którego się dąży.

Dlatego nie da się go zaplanować. Można tylko być  szczerym wobec siebie i konsekwentnym. A styl — jeśli ma powstać — powstanie  sam.