Miałam ostatnio ogromną przyjemność pracować nad rysunkiem, który stał się dla mnie jedną z najprzyjemniejszych i najbardziej satysfakcjonujących realizacji w całej dotychczasowej twórczości. Było to zamówienie portretu matki z noworodkiem.
W realizacji tego typu prac nie chodzi jedynie o uchwycenie podobieństwa, bo twarz maleństwa się zmieni, dziecko urośnie, a ulubione śpioszki pójdą w odstawkę. To, co klient naprawdę chce zachować na papierze, to ulotność tej konkretnej chwili.
W historii sztuki motyw matki z dzieckiem został przemielony na tysiące sposobów. Bywa to jednak motyw bardzo zdradliwy – niezwykle łatwo wpaść tu w pozowaną scenkę czy tani sentymentalizm. Zależało mi, by uciec od banału i pokazać tę relację przez pryzmat autentycznej czułości oraz bezwarunkowej troski.
Przenoszenie tej niewidzialnej więzi na papier to w rzeczywistości szukanie plastycznego odpowiednika dla poczucia bezpieczeństwa.
Ciało noworodka w swoim śnie jest zupełnie bezbronne i bezwładne – cała jego klatka piersiowa i główka opierają się na ciele matki. Kluczowe było dla mnie to, aby widz patrząc na ten rysunek, wyraźnie fizycznie poczuł tę bezwładność, ten naturalny ciężar śpiącego malucha.
Głównym wyzwaniem było pokazanie, jak ciało matki staje się dla niego fizyczną przystanią. Dłoń podtrzymująca nóżki nie może po prostu „być” – musi wyrażać pewność chwytu, a jednocześnie delikatność. O tym, czy ten gest jest naturalny, decyduje precyzyjne ułożenie dłoni oraz miękkość prowadzenia linii wzdłuż nadgarstka. Trzeba było rozłożyć światłocień tak, by widz niemal czuł siłę i ostrożność dotyku.
Sama kompozycja opiera się na motywie zamkniętego kręgu: opuszczone powieki matki, łuk jej ramienia i naturalny układ dłoni sprawiają, że oko widza nie ucieka na zewnątrz obrazu. Krąży między twarzami a rękami, budując poczucie intymności i odcięcia od reszty świata. Kontrast między fakturą ubranek a zwiewnością sukni matki pomaga z kolei budować przestrzeń, skupiając wzrok w miejscu, które jest najważniejsze dla kompozycji całej sceny – na styku policzka dziecka i piersi matki.
Brak koloru pozwala odrzeć ten moment ze wszystkiego, co zbędne. W graficie nie ma gdzie się schować; czerń, biel i odcienie szarości zmuszają do skupienia się na czystej konstrukcji, świetle i precyzji. Nie da się ukryć niedociągnięć za miękkim różem, czy ładnym błękitem.
Zostaje tylko to, co najważniejsze: rysunek zaczyna żyć własnym życiem jako zapis prawdy, bliskości i ulotnego gestu, który na papierze będzie trwał już na zawsze.

